poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 22

Następnego dnia wstaliśmy po 11. Konkretniej Carlos nas wszystkich obudził mówiąc, że ma prezent dla Wiktori i Natali ale jak chcemy to też możemy w nim uczestniczyć. Rodzicom to chyba nie przeszkadzało ale mniejsza. Dla miłej odmiany nasze mamy zrobiły śniadanie.
- Dzieci jesteście strasznie chudzi, popadniecie w anoreksje. - powiedział tata Wiktori
- Spokojnie, proszę pana, dziewczyny nas bardzo dobrze karmią. - powiedział Logan
- No dobrze. Zjedźcie omlety, bo wystygną. - powiedziała mama Natali
Zjedliśmy śniadanie i poszliśmy do salonu. Zgodnie z tradycją oglądneliśmy" Kevina". Po godzinie się zaczęło:
- Carlos, czemu nas tak szybko obudziłeś? - zajęczał Kendall
- Dowiesz się po 10 min - odpowiedział wyżej pytany
Po określonym czasie zadzwonił dzwonek. Wika i Natala od razu pobiegły do drzwi ale Carlos je cofnął. Po chwili w drzwiach stanął Adam Lambet !!! Dziewczyny były podekscytowane. Wypytały go o wszystko co się dało. Posiedział u nas do 12. Nie zdążyliśmy odpocząć ani chwili, bo zadzwonił Alan. Odebrał Kendall i włączył na głośnik.
- Hej wam! Wesołych Świąt! Mam dla was prezent! - powiedział podekscytowany Alan
- Nawzajem i jaki!? - odpowiedzieli chłopcy chórem
- Zagracie jutro ten zaległy koncert! To samo miejsce, ta sama godzina tylko zmiana taka, że zaśpiewacie jeszcze piosenki świąteczne! Aha! Jest gdzieś koło was Maja?
- Jestem. - odpowiedziałam
- Przygotuj się, bo zaśpiewasz z nimi. Dobra kończę. Rodzinka się zjeżdża.
Rozłączył się.
- Maja ty śpiewasz? - spytała moja mama
- Proszę pani, ona ma wspaniały głos. - powiedział Kendall, a reszta tylko go poparła
- Dlaczego ja nic nie wiem, że śpiewasz na koncertach? - spytał tata
- Bo ja" śpiewałam" właściwie tylko na jednym. Lepiej powiedźcie jak się u nas czujecie? - jakoś się obroniłam
Do wieczora rozmawialiśmy. Rodzice chłopców pojechali do siebie ale powiedzieli, że na jutrzejszym koncercie będą. Nasi rodzice zostali u nas.

***

- Maja wstawaj! - usłyszałam głos Luizy i Natali
- Nie!
- Wstawaj, bo się spóźnisz. - dodała Luiza
- Nie ja nigdzie nie idę. - powiedziałam i położyłam poduszkę na głowę
- Jak chcesz idę po twoją mamę. - powiedziała zadziornie Natalia i wyszła, po 5 minutach wróciła z moją mamą
- Córcia wstawaj. - powiedziała łagodnie
- Nie. - powiedziałam i naciągnełam kołdrę na głowę
- Wstawaj, ja chcę cię zobaczyć na scenie. - dodała
- Nie i raczej nie zobaczysz. - powiedziałam
- Maja, jeszcze nie wstała? - usłyszałam głos Kendalla
- Nie. - odpowiedziały równocześnie
- Idźcie się przygotowywać, ja ją obudzę.
- Powodzenia. - powiedziała Luiza i wszystkie trzy wyszły
- Kochanie, wstawaj. - powiedział i zdjął mi kołdre oraz poduszkę z głowy
- Nie.
- Czemu nie chcesz zaśpiewać? Masz przecież cudowny głos.
- Bo boję się, że znowu nie zaśpiewam i spanikuje i znowu będziesz miał wypadek. - mimowolnie po policzkach spłyneły mi łzy
- A więc to o to chodzi. Ty nadal się obwiniasz o mój wypadek.
- Bo to nie jest niczyja wina tylko moja.
- Posłuchaj mnie. Kocham cię najbardziej na świecie i jesteś dla mnie ważna.
- Kendall ja nie zaśpiewam dla tylu ludzi.
- To nie patrz na publikę tylko na mnie. Jak chcesz to na twój kawałek weźmiemy krzesła, żeby ci było łatwiej.
- No dobra. Obędzie się bez krzeseł. - powiedziałam i się zaśmiałam
- Dobra ubieraj się, bo się spóźnimy. - powiedział i mnie pocałował
Ubrałam czarną sukienkę i czarne leginsy. Zeszłam na dół i zjadłam pospiesznie śniadanie, udaliśmy się do klubu, w którym miał się odbyć koncert. Nasza piątka poszła do garderoby. Każdy mnie pilnował, żebym się nie rozmyśliłam. Wypiliśmy herbatę i zaczął się koncert. Chłopcy zaśpiewali już 9 piosenek i przyszła pora na "Worldwide". Nadal miałam nogi jak z waty, tak jak na pierwszym koncercie. Po chwili usłyszałam zapowiedź:
- Jak się pewnie domyślacie i tym razem zaśpiewa z nami Maja. Miejmy nadzieję, że zaśpiewa. - powiedział James ze śmiechem
- Nie martwcie się na wszelki wypadek wszystkie drzwi są zamknięte. - dodał ze śmiechem mój szwagier
- Maja, chodź do nas! - krzykneli wszyscy zgodnie, a ja weszłam na scene machając publiczności
- Mam nadzieję, że zaśpiewasz. - powiedział do mnie Carlos
- Ja też. - odpowiedziałam
Po chwili zespół zaczął grać" Worldwide". Każdy zaśpiewał swoją kwestie, nawet ja. Po trzech godzinach koncert się skończył.

Libsten Awards! <3

Nominacja do Libsten Awards jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga który cię nominował.

Dzięki
http://btr-onedirection.blogspot.com/?m=1
Za nominacje.

Oto blogi, które nominuję:

http://greeninkvictorii.blogspot.com/?m=1
http://btr-opowiadania.blogspot.com/
http://big-time-rush-lovestory-4ever-bypaula.blogspot.com/
http://asialovebtr.blogspot.com/
http://opowiadanie-big-time-rush99.blogspot.com/
http://big-time-rush-forever-opowiadania.blogspot.com/
http://imaginy-bigtimerush.blogspot.com/
http://opowiadanie-o-btr.blogspot.com/
http://bigtimerush46.blogspot.com/

Pytania, które dostałam
1. Od kiedy prowadzisz bloga?
Prowadzę go od listopada tego roku.

2. Co skłoniło Cię do jego założenia?
Chciałam wypełnić czas nudy.

3. Ulubiony muzyk.
Zespół BTR.

4. Twoja ulubiona piosenka.
Big Time Rush - We Are

5. Ulubieniec z 1D
Nie przepadam, ale jakbym miała wybierać to Zayn.

6. Wolisz herbatę czy kakao?
Kakałko

7. Jakie masz hobby?
Czytanie i pisanie opowiadań(nie tylko na bloga)

8. Czy wierzysz w Św. Mikołaja?
No pefka

9. Opisz kilka swoich marzeń.
Opiszę 2
1. Chciałabym,  jak pewnie  większość z was, żeby BTR przyjechało do Polski.
2. Pragnę mieć autografy wszystkich członków Big Time Rush.

10. Kim chcesz być w przyszłości?
Aktorką ewentualnie pisarką.

11. Jakie miasto podoba Ci się najbardziej?
Kołobrzeg

Pytania ode mnie:
1. Od jak dawna prowadzisz bloga?
2. Co cię natchneło do pisania go?
3. Ulubieniec z BTR
4. Ulubiona piosenka
5. Kendall VS Carlos
6. Logan VS James
7. Ulubiona książka?
8. Ulubiony przedmiot szkolny?
9. Za co kochasz BTR?
10.  Wolisz przyjaciół czy chłopaka/dziewczynę?
11. Masz tt?

Nominowałam tylko tyle blogów, bo tyle czytam.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za nominację.
Zaraz pojawi się kolejny rozdział.

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 21

Święta coraz bliżej. Każda ulica, każdy domek i każde drzewko było przystrojone. U nas w domu też ciągle się coś działo. Wszystkie dziewczyny przygotowywały kolację wigilijną, a chłopcy przystrajali dom więc cały czas biegali na góre lub na dół, często przy tym marudząc.

***

Dzień przed Wigilią. Rodzice mieli przyjechać jutro rano więc chciałyśmy mieć z dziewczynami wszystko przygotowane. Ciasta i potrawy, które robi się najdłużej były już zrobione ( zapiekanke tym razem robiłam ja).
- Dziewczyny, chodźcie na chwilę. - usłyszałyśmy wołanie chłopaków
- Już! - odpowiedziała Luiza
Wyszłyśmy z kuchni i weszłyśmy do salonu. Był ozdobiony na świątecznie. W rogu stała choinka nie mogło też zabraknąć jemioły.
- Podoba się? - spytał Kendall
- Jest pięknie. - odpowiedziałam
Jeszcze chwilę siedziałyśmy w salonie, a potem wróciłyśmy do kuchni. Trudno jak trzeba to trzeba.

*** chłopcy w salonie - Kendall***

- Ej ile one mogą tam siedzieć? - jęczał James
- No właśnie jest ich tam 4. - powiedziałem
- Siedzą tam praktycznie cały tydzień. - powiedział Logan
- Bierzemy sprawy w swoje ręce? - spytał Carlos
- Tak. - odpiwiedzieliśmy wszyscy równo

*** Kuchnia - Maja ***

- Luiza pomóc ci z tym barszczem? - spytałam, w tym momencie do kuchni chłopacy
- Co to za uśmiechy? - spytała Natalia
- Ja wiem oni czegoś chcą. - powiedziała Wiktoria
- A więc moje panie. - zaczął Logan
- Koniec roboty na dzisiaj. - skończył Carlos
- No chyba nie. - powiedziałam
- Skoro to nie podziałało to czas na plan B. - powiedział Kendall
Każdy z chłopców podszedł do swojej dziewczyny i zaniósł ją do salonu. W drzwiach stanął James i Logan oczywiście  nie chcieli nas wpuścić.
- Moje panie oglądamy film. - powiedział Carlos
Jeszcze kilka razy próbowałyśmy się wyrwać z dziewczynami do kuchni ale chłopcy nam nie pozwalali.

*** Luiza ***

Po 22 już wszyscy byli tak znudzeni tym, że nawet nie wiedzieliśmy jaki film oglądamy .
- Luiza, chodź na górę. - jęczał Logan 
- Chciałeś oglądać , więc oglądaj. - dopowiedziałam znudzona 
- No chodź. - zaczął całować mnie po szyli 
- No nie chyba, że mnie zaniesiesz. - odpowiedziałam wrednie 
- No dobrze. - bez żadnego wachania, wstał i zaniósł  mnie na górę   
- A wy dokąd? - spytał Kendall 
- Do siebie - odpowiedział Logan
- Tylko wiecie, zabezpieczcie się - powiedział ze śmiechem Carlos 
- Odwal się ty zboczeńcu ! - krzyknęłam  ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Żeby nie było ten fragment pisała kolerzanka~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po całym pokoju porozstawiane świeczki, na łóżku płatki róż. Było tak magicznie...
-Wszystko dla Ciebie kochanie -powiedział
-Dla mnie??-spytałam wytrzeszczając na niego oczy
-Tak księżniczko-szepnął i pocałował mnie namiętnie w usta
Długo nie mogliśmy się od siebie oderwać. Całował tak delikatnie jakby bał się skrzywdzić mnie zwykłym pocałunkiem. Powoli położył swoje dłonie na moje biodra. Zjechał trochę niżej i chwycił za tyłek. Mruknęłam cicho, jemu to się chyba spodobało bo lekko ścisnął moje pośladki. Uwiesiłam ręce na jego szyi i delektowałam się każdym pocałunkiem. Logan zjechał trochę niżej muskając moją jeszcze mokrą szyje. Cichy jęk wyrwał się z mojego gardła gdy poczułam jego język na skórze moich ramion.
-Kocham Cie. - szepnął,  podniósł mnie do góry i położył na łóżku
-Ja Ciebie też.-odszepnęłam oplatając go nogami
Długo nie trwało aż zaczął ściągać swoją bluzkę. Jego nagi tors zaczął przyprawiać mnie o dreszcze. Leciutko pocałował mnie w usta, a jego ręce powędrowały pod moją koszulę  . Poczułam jego gorącą dłoń na moim brzuchu, lekko głaskał opuszkami palców mój brzuch, dalej nie odrywając się od moich ust
-Logan - cicho jęknęłam gdy zrzucił moje ubranie na podłogę jego czekoladowe oczy dokładnie lustrowały moje nagie ciało
-Jesteś taka piękna-szepnął
Uśmiechnęłam sie leciutko .  Kiedy brunet zaczął całować mój brzuch cicho jęłam przymykając oczy.
- Jeśli nie chcesz nie zmuszam cie... - powiedział cicho.
-...bardzo tego chce - dodałam i usłyszałam śmiech Logana
Pocałował mnie jeszcze raz w brzuch głaskając mnie po udach.
- Mam nadzieje że kiedyś będziemy mieli dzieci. - po tych słowach poczułam atak motyli.  
-Chciałabym-szepnęłam i zacisnęłam oczy gdy Logan zaczął całować mnie po udach
-Nie bój się..nigdy Cię nie skrzywdzę -powiedział powracając na moje wargi, moje dłonie gładziły jego niesamowicie umięśniony tors, zjechałam niżej na jego pasek i rozpięłam go . Był już tylko w samych bokserkach. Pocałował mnie jeszcze raz zanim zabrał się za ściągniecie ostatniej części garderoby. Trochę się obawiając spojrzałam w jego oczach które mnie uspokoiły.
-Pamiętaj nigdy Cię nie skrzywdzę-powiedział i położył się na mnie.
-D..do..dobrze-powiedziałam jąkając się potwornie, nagle oczy zaszły mi mgłą gdy poczułam go w sobie
-I jak??-spytał tkwiąc w bezruchu jakby czekał na "nie" z mojej strony wycofać się i przytulić mnie albo na "tak" i kontynuować te ognisko między nami.
- Jest... świetnie - jęknęłam oddychając głęboko
Chłopak z uśmiechem zaczął trochę przyśpieszać. Było mi tak dobrze... Logan był świetny i delikatny. Złączył nasze wargi i wsunął się głębiej jęknęłam przeciągle
-Nigdy Cię nie skrzywdzę kochanie -powiedział, i przyspieszył sapiąc, wbiłam mu paznokcie w plecy, pod wpływem nacisku moich paznokci na jego plecy, chłopak położył się na mnie całkowicie, przytuliłam go mocno a on zaczął muskać moją szyję. Wiedziałam że zostaną mu po tym ślady ale najwyraźniej się tym nie przejmował. Liczyliśmy się tylko my... tak bardzo go kocham.~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*** Maja ***

Następnego dnia obudziła mnie Natalia, która powiedziała, że trzeba jechać po rodziców. Wiedziałam, że trzeba skończyć kolacje więc po rodziców wysłałam Kendalla. Nie jechał sam bo chłopacy też jechali.
- Jak tam noc? - spytałam Luizy kiedy zeszłam na dół
- Dobrze, a czemu pytasz?
- No wiesz jak następnym razem będziecie się tak bawić to bądźcie ciszej bo ludzie chcą spać. - powiedziałam i razem z dziewczynami zaczełam się śmiać.
- Chamskie jesteście. - powiedziała
Chłopcy przywieźli już rodziców z lotniska. Poszłyśmy się przebrać, bo nie wiem jakim cudem była już 17. Wziełam moją nową sukienkę i poszłam do łazienki. Tam się przebrałam, umalowałam i uczesałam. Zaraz za mną wszedł Kendall.
- Wyglądasz pięknie. - powiedział całując mnie
- Dziękuję ty też.
Powiedziałam i zeszliśmy na dół. Kolacja była taka jak zwykle omineliśmy tylko część modlitwy ze względu na chłopaków i ich rodziny. Oczywiście najlepsza część z dzieciństwa czyli prezenty,dostałam kosmetyki, zegarek, perfum,oczywiście zdjęcie z pobytu w LA karnety do spa, gitarę i złoty łańcuszek z sercem  oraz inne naprawdę świetne prezenty. Dziewczyny podostawały podobne.Chłopacy dostali prawie od każdego rodzica jakiś alkohol więc znjac ich trochę im będzie odbijać. 

czwartek, 12 grudnia 2013

Info

Trochę wyprzedzam wydażenia teraz jest o świętach, ale nie mam pomysłu na inne tematy.:(
Na pocieszenie zdjęcie naszych kochanych chłoców:

Rozdział 20

Następnego poranka leżałam w łóżku. Rozmyślałam o tym jak to będzie za 20 lat. Promyk słońca, który wdarł się przez nie dokońca zasłonięte żaluzje, rozbudził mnie całkowicie. Nie chciałam budzić Kendalla, po tylu nocach przebytych w szpitalu należał mu się odpoczynek. Wstałam jak najdelikatniej umiałam, wziełam pierwsze rurki z brzegu oraz jakąś koszulkę i poszłam do łazienki się ubrać. Obleciał mnie lodowaty dreszcz zimnego powietrza,więc ubrałam szarą bluzę mojego chłopaka, którą zostawił tu wczoraj. Wróciłam do pokoju po komórkę i zeszłam na dół. Wszyscy jeszcze spali więc nie chciałam ich budzić. Podeszłam do lodówki oczywiście nie było przygotowane nic do jedzenia, więc postanowiłam zrobić kanapki, a że u nas każdy je z czymś innym to troche mi to zajmie. Skończyłam robić kanapki pare minut po 7, ale to i tak było za wcześnie, żeby ich budzić, więc postanowiłam wyjść z psami na dwór. Wziełam Cynamona i Sydney na osobne smycze i poszłam do parku. W parku puściłam psy, żeby się wybiegały. Po pół godzinie wziełam psy i wróciłam do domu. W kuchni zastałam przestraszonego Carlosa.
- Co się stało? - spytałam
- Ukradli mi Sydney. - odpowiedział
- Nie ukradli ci jej. Jest w ogrodzie z Cynamonem. Już ją wyprowadziłam.
- Dzięki, że ją wyprowadziłaś ale następnym razem zostaw mi wiadomość. Wiesz to takie moje oczko w głowie.
- To Wiktoria nie jest dla Ciebie ważna?
- Jest tak samo jak Sisi. Zrobiłabyś śniadanie a nie się mnie czepiasz.
- Carlos, otwierałeś lodówkę?
- Nie.
- To zrób to.
Podszedł do lodówki i wyciągnął z niej talerz z kanapkami.
- Dziękuje. - powiedział
Zapażyłam kawe i poszłam na taras. Uświadomiłam sobie, że za tydzień święta a my jeszcze nic nie rozmawialiśmy.
- O znalazłem moją bluze. - usłyszałam głos Kendalla
- Kochanie, nie śpisz już?
- Mam spać bez ciebie to wolę wcale nie spać.
- Przepraszam, ale wstałam wcześnie więc zrobiłam śniadanie i wyszłam z psami.
- Jesteś zbyt miła dla Carlosa.
- Ty się mnie nie czepiaj tylko idź jeść śniadanie.
- Dobrze jeśli pójdziesz ze mną, bo samemu mi się nie chce.
- No niech ci będzie.
Weszliśmy do kuchni Kendall wziął z blatu kanapki, a ja nalałam sobie kawy. Wszyscy zaczeli się powoli schodzić. Byli zaspani więc postanowiłam wlać im kawy. Przynajmniej podziękowali. Po śniadaniu wszyscy siedzieli w salonie zdecydowałam, że skorzystam z okazji i powiem o świętach.
- Hej mam sprawe. - nie słuchali mnie więc wyłączyłam telewizor
- Ej!!!! - krzykneli wszyscy
- Teraz będziecie mnie słuchać. Jak pewnie wiecie za tydzień jest Wigilia i trzebaby coś przygotować.
- Co ty chcesz przygotowywać? Przecież każdy z nas spędzi je z rodziną. - powiedział Logan
- Co wy na to, żeby zaprosić naszych rodziców i zrobić jedną wielką Wigilię u nas? - spytałam
- Jestem za. - powiedziała Luiza
- Ja też. - odezwała się Wiktoria
- No i ja. - poparła nas Natalia
- Jeśli się zgodzą nie widzę przeszkód. - powiedział Kendall
- No to telefony w dłoń i dzwońcie. - powiedziałam i wszyscy chwycili swoje telefony, ja nie dzwoniłam, bo robiła to Luiza
- Moi będą. - powiedział James
- Nasi również. - powiedziała Luiza
- Moi też. - powiedziały równo Natalia i Wiktoria
- Będą. - powiedział Kendall, a Logan i Carlos kiwneli głowami na znak, że ich też będą
- Skoro będą wszyscy to trzeba się wybrać na zakupy i zacząć przygotowania. - powiedziałam
- To jedziemy. - zawyrokowały dziewczyny
Trochę nam zajęło zebranie się. Oczywiście nikomu się nie spieszyło. Po godzinie wszyscy udali się do innych supermarketów. Ja z Kendallem, Luiza z Loganem, Wiktoria z Carlosem i Natalia z Jamesem. To co nas interesowało to oczywiście bombki, lampki na choinkę i inne świąteczne ozdoby. Weszliśmy też do spożywczego, żeby kupić produkty do przygotowania czegoś smacznego. Robienie Wigili dla tak dużej ilości osób to nie lada wyzwanie. Na wystawie sklepu z odzieżą zauważyłam piękną czerwoną sukienke. Weszłam do środka, żeby ją przymierzyć.
- Wychodzisz, kochanie? - spytał Kendall kiedy byłam w przymierzalni
- Tak. - wyszłam
- I jak?
- Wyglądasz cudownie. - powiedział i cmoknął mnie w policzek
Weszłam spowrotem do przymierzalni, włożyłam swoje ubrania. Zapłaciliśmy i wyszliśmy pojechaliśmy do domu. Siedziałam w pokoju i czytałam książkę kiedy usłyszałam krzyk Kendalla:
- Maja masz gościa!
Zeszłam na dół. W salonie stała Kristen.
- Kristen. - powiedziałam i przytuliłam ją
- Cześć Maja. Nie widziałam cię od urodzin Kendalla.
- Mogłabym powiedzieć to samo.
- Dasz się wyciągnąć na spacer? - spytała
- Jasne.
Ubrałam się i wyszłyśmy. Poszłyśmy do parku.
- Co tam u Ciebie słychać? - spytałam kiedy usiadłyśmy na ławce
- Dlatego chciałam się z tobą spotkać. - podniosła dłoń a na jej palcu był piękny srebny pierścionek
- O mamo! Robert ci się oświadczył? - spytałam podekscytowana
- Tak.
- Znacie już datę.
- Będziemy jeszcze ustalać. Mam do ciebie prośbe.
- Słucham cię jak radia.
- Zostaniesz moją druchną?
- Ja? Naprawdę?
- Tak. Tylko proszę cię nikomu ani słowa, bo obiecałam, że narazie nikomu nie powiemy.
- Masz moje słowo.
- To dobrze. A co tam u was słychać po urodzinach Kendalla?
- Powoli. Powoli.
- Opowiadaj. Zaczełam jej opowiadać wszystko co się wydarzyło. Wieczorem odprowadziła mnie do domu, a sama pojechała do siebie.>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 19

Następne dni mijały szybko. Około 6 jeździłam do Kendalla i siedziałam tam do 24. Reszta pokolei się schodziła. Kiedy przypadał taki dzień, że nie mogliśmy do niego jechać wszyscy to jechaliśmy parami. Nie były one ustalone poprostu jechał ten kto miał czas, a kiedy nikt nie mógł jechać to Kendall męczył wszystkich smsami. Pewnego grudniowego poranka wybrałam się do szpitala razem z Jamesem. Szliśmy w stronę sali, w której leżał Kendall. Nagle zobaczyliśmy Kendalla rozmawiającego z pielęgniarką, przed salą, ubranego w swoje normalne ubrania.
- Maja, James. - powiedział i przytulił nas
- Co to ma znaczyć? - spytał James
- Nie powinieneś leżeć w środku? - spytałam
- A to że wypisują mnie do domu. - odpowiedział
- To prawda? - spytałam pielęgniarki
- Tak. Kendall jest już zdrowy musi tylko brać leki. Już was zostawie poczekajcie na lekarza. - powiedziała i odeszła
- To od kiedy wiesz, że możesz wrócić? - spytałam
- Od wczorajszego wieczoru. Nie zamierzałem wam zawracać głowy i postanowiłem poczekać do rana. - odpowiedział
- Że co? Wiesz jak mi ciebie brakuje a ty postanawiasz, że zostaniesz sobie na jeszcze jedną noc w szpitalu? - odwróciłam się i udawałam, że strzeliłam focha, Kendall odwrócił mnie, spojrzał mi w oczy i pocałował. James zaczął nam robić zdjęcia
- Wiesz co James. - powiedział Kendall - powinieneś robić zdjęcia sobie i Natali
- Ta. Ta. - ich rozmowę przerwał lekarz, który dał Kendallowi recepte
Wzieliśmy jego rzeczy i wróciliśmy do domu. Kiedy weszliśmy do domu wybuchła wielka radość, że Kendall jest z nami. Wszyscy zaczeli się z nim witać.
- Nareście w domu co stary? - spytał Carlos
- Skoro jesteśmy wszyscy razem trzeba to uczcić. - zapropnowała Wiktoria
- Byleby nic szalonego, bo nie mogę się jeszcze wysilać. - powiedział Kendall
- Proponuje kino. - odezwała się Luiza
- Sorry, ale wolałbym posiedzieć w domu. - powiedział przepraszającym tonem Kendall
- To może zrobimy noc filmową w domu? - spytałam
- Genialny pomysł. - powiedział James
- To ja z dziewczynami pojadę do sklepu po smakołyki, a wy wybierzecie filmy i przygotujecie salon, okey?
- Okey. - powiedzieli wszyscy zgodnie
Poszłam z dziewczynami do sklepu. Kupiłyśmy chipsy, paluszki, popckorn, napoje i piwo dla chłopaków. Dziewczyny weszły do sklepu z ubraniami, a ja zostawiłam im zakupy i wróciłam do domu.
- Gdzie dziewczyny? - spytał Carlos
- Aresztowali je. - powiedziałam z udawaną powagą
- Co?! Za co?! - spytał James
- Za to, że są na zakupach. - powiedziałam i zaczełam się śmiać
Podeszłam do Kendalla, który majstrował coś przy DVD.
- Jakie filmy wybraliście? - spytałam
- "Szósty zmysł", "Lustra", " Czwarty stopień".
- Same horrory? Powariowaliście?
- Chyba, każdy z nas widział je conajmniej raz.
- Ale żaden z was nie boi się ich tak jak ja.
- Nie martw się kochanie. Będę obok ciebie. - powiedział i mnie przytulił
Dziewczyny wróciły jakieś 5 minut później. Udały się do kuchni i zaczeły rozdzielać smakołyki, a ja siedziałam z Kendallem w salonie.
- Pomogłabyś nam! - krzykneła Wiktoria z kuchni
- Rozmawiam z Kendallem! - odpowiedziałam jej
- To wyście się jeszcze nie nagadali?! - krzykneła Natalia
- Zaraz się zacznie gadka, że całymi dniami siedziałam u ciebie.
- Jeździłaś do niego o 6 a wrac...! - Luiza wrzeszczała z kuchni
- Jeśli wam pomogę to przestaniecie mi truć tyłek? - przerwałam jej
- Tak! - krzykneły zgodnie, Kendall zaczął się z nas śmiać
Pomogłam dziewczynom, a potem oglądaliśmy filmy. Cały czas byłam wtulona w Kendalla i zasłaniałam rękami oczy.

wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział 18

- Co tu się stało?! - krzyczał James patrząc na zdenerwowanego kierowcę, który wysiadł z samochodu
- Ta dziewczyna wbiegła mi na drogę, a potem ten chłopak! Zadzwoniłem po karetkę! Zaraz powinni być!
Z budynku wybiegły dziewczyny. O mało nie zemblały. Zadzwonił mój telefon.
M:Halo?
L: Maja, stało się coś?
M: Ty nie w pracy?
L: Jestem na lotnisku, chciałam spytać czy po mnie przyjedziecie.
M: Wyślę po ciebie Logana on ci wszystko wytłumaczy ja nie mam siły.
Rozłączyłam się.
- Logan, jedź po Luizę na lotnisko. - powiedziałam i zaczełam płakać
- Teraz?
- Tak. Damy sobie radę.
Pobiegł po samochód. Po 5 minutach na miejscu była karetka. Ja pojechałam z nimi, chłopcy poszli odwołać koncert, a dziewczyny pojechały za karetką. Kiedy dojechali do szpitala ryczałam jak małe dziecko. Wszyscy próbowali mnie pocieszyć.
- Maja, to nie twoja wina. - powiedziała Wiktoria
- A czyja?! Bo ja nie widzę innych winnych! - odpowiedziałam
- Daj spokój! Dobrze wiesz, że obwinianie się niczego nie da! - powiedział Carlos
- Trzeba być dobrej myśli. - powiedziała Natalia
Mineły dwie godziny i wyszedł lekarz, który zajmował się Kendallem.
- Doktorze, co z nim? - spytała nie dawno przybyła Luiza
- Jego stan jest stabilny. Nie jest tak źle jak myślałem. Nie mogę nic więcej powiedzieć. Tajemnica lekarska. Jego rodzice zostali powiadomieni jeśli oni będą chcieli to wam coś powiedzieć. - oznajmił lekarz
Po 10 minutach w szpitalu zjawiła się pani Schmidt.
- Kochani, co się stało?
- Potrącili go! To prze ze mnie! To moja wina!
- To nie twoja wina! - krzykneła wyprowadzona z równowagi Luiza
- Nie było cię to nie wiesz! - odpowiedziałam jej
- Dziewczyny to nie czas na kłótnie! - przerwał nam Logan
Pielęgniarka dała mi jakąś tabketkę na uspokojenie. Była godzina 23 potem 24, a my nadal nic nie wiedzieliśmy.
- Jedźcie już do domu. Nie ma sensu, żebyśmy wszyscy tu siedzieli. Ja i pani Schmidt zostaniemy. - powiedziałam
- Napewno? - spytał Carlos
- Tak. - odpowiedziała mama Kendalla
Około godziny 24:30 byłam już spokojna. Znaczy się nie ryczałam. Postanowiłam wejść na kotka. Od razu rzucił mi się w oczy pewien artykuł. " Wypadek megagwiazdy" ,a pod nim zdjęcie chłopców.
- Genialnie. - powiedziałam do siebie " Podczas koncertu zespołu Big Time Rush stał się straszny wypadek. Jeden z wokalistów - Kendall Schmitt został potrącony przez samochód. Kierowca nie przekroczył prędkości, nie był też pod wpływem alkoholu ani innych środków odurzających. Jak donoszą wieści z pierwszej ręki wokalista pobiegł za swoją dziewczyną - Mają Nicowską, która miała wraz z zespołem zaśpiewać jedną z ich piosenek. Kendal jest teraz w jednym z najlepszych nowojorskich szpitali, jego stan jest stabilny."
Po policzkach spłyneły mi łzy.
- Maja, co jest?
- Teraz rzeczywiście jestem sławna. - pokazałam mu artykuł
- Nie przejmuj się na kotku wypisują same bzdury.
- Wiem ale ludzie w to wierzą i teraz cały świat będzie mówił, że chciałam zabić Kendalla.
- Nie martw się. - powiedział i przytulił mnie, ale ja i tak nie mogłam powstrzymać łez
Była druga w nocy, a ja nadal płakałam. Nie pomagały mi żadne leki. Ja, Logan i pani Schmidt czekaliśmy jeszcze, bo nikt nam nie chciał powiedzieć co się z nim dzieje. W końcu wyszedł do nas lekarz.
- Co z nim? - spytał śpiący Carlos 
- Jest stabilny. Proszę się nie martwić. Będzie jeszcze musiał zostać na badaniach i obserwacji. - odpowiedział
- Możemy do niego wejść? - spytałam
- Niech narazie wejdzie tylko jedną osoba. - poszedł
- Carlos ty idź. - powiedziała mama Kendalla
- Czemu ja? Moim zdaniem to dziewczyna albo mama powinna wejść pierwsza.
- Ale ja się boję. - powiedziałam
- Ja też. - odezwała się pani Schmidt
- Dobra, ale po mnie wchodzisz ty. - pokazał palcem na mnie i wszedł do sali

*** na sali ***

- Cześć stary. Jak się czujesz? - spytałem
- Genialnie. Mai nie ma?
- Jest na zewnątrz z twoją mamą. Lekarz powiedział, że może wejść tylko jedna osoba, a one wysłały mnie.
- Aha. A co z koncertem? - spytał
- No więc kiedy Maja wybiegła, a ty za nią my nie przestaliśmy śpiewać dopiero jak wrąbałeś się pod samochód przełożyli koncert, a bilety nie straciły ważności.
- Szkoda.
- Jest jeszcze jedna sprawa o wiele gorsza.
- Jaka? - zaniepokoił się
- Maja jest załamana.
- Przez wypadek?
- Też. Sprawdzała kotka. Wszyscy już o tym trąbią.
- Genialnie.
- No wiem. Dobra zmieniam się z Mają. Kuruj się.
- Cześć.

*** na zewnątrz ***

- I co? - spytałam Carlosa
- Umiera w cierpieniu. - oznajmił
- Bardzo śmieszne.
- Chcesz wiedzieć to wejdź i się przekonaj.
***
- Cześć słońce, jak się czujesz? - spytałam
- Widzę, że lepiej od ciebie. Co się stało? - usiadłam, a on mnie przytulił
- No bo to wszystko to moja wina. Gdyby nie ja teraz byś tu nie leżał.
- Przestań. - spojrzałam mu w oczy - Pamiętasz naszą rozmowę na Hawajach. My nie chcemy między nami żadnego podziału winy.
- Ale to między nami. - powiedziałam
- Gdybym nie wbiegł na ulicę za tobą teraz byśmy tutaj nie siedzieli.
- Kocham cię. - powiedziałam i przytuliłam się do niego
- Ja ciebie też.
Rozmawialiśmy jakąś godzinę. Potem weszła jego mama i rozmawiali jakieś półtorej godziny. Razem z Carlosem odwieźliśmy mamę Kendalla i wróciliśmy do domu. Byliśmy w nim około 6. Wszyscy się nas wypytywali co z Kendallem więc razem z Carlosem  poszliśmy spać około siódmej.